
Szklarnia z poliwęglanu na konstrukcji stalowej (6 x 2,5 m) model Pomidor (PTF Polska) – rok budowy jesień 2023
30 listopada, 2025
Ziemniak wczesny odmiany Anuschka – typ kulinarny AB (sałatkowy, ogólnoużytkowy)
4 grudnia, 2025Drożdże piekarskie (piekarnicze) w ogrodnictwie hobbystycznym. Po co się je stosuje?

Drożdże piekarskie nie są cudownym lekiem na wszystkie problemy roślin, ale czasami mogą niektórym pomóc
Każdy ogrodnik-hobbysta chyba spotkał się z różnego rodzaju informacjami na temat zalet stosowania w ogrodzie drożdży piekarskich, jako alternatywnych wobec chemicznych środków ochrony roślin sposobów w pełni ekologicznych mogących ograniczać pojaw niektórych chorób roślin, czy też jako służących do nawożenia upraw. Wiele osób zachwyca się ich działaniem, ale równie wiele jest też osób, które stosowały je i nie żaobserwowały żadnego działania.
W niniejszym artykule chcielibyśmy poruszyć tematykę drożdży piekarniczych, zwłaszcza, że sami je stosowaliśmy w swoim ogrodzie, zatem mamy z nimi praktyczne doświadczenie.
Czy koncerny chemiczne upadną bo sprzedaż ich chemicznych fungicydów nie idzie przez stosowanie drożdży spożywczych?
Wielu Ogrodników-hobbystów w uprawach choćby pomidorów, ziemniaków, truskawki, ogórków, dyni, cukinii i innych dyniowatych stosuje do ochrony roślin przed niektórymi chorobami drożdże piekarskie (zwane także piekarniczymi lub spożywczymi) – te same, które wykorzystuje się do pieczenia ciast oraz wyrobu domowego pieczywa. Nie jest to nic nowego, bo jako DIONP znamy osoby, które już ponad 30 lat temu je stosowały. Zapewne nasi Czytelnicy znają i takich, którzy z nimi mają jeszcze dłuższe doświadczenie.
Tworzenie cieczy użytkowej opartej na drożdżach piekarniczych (Saccharomyces cerevisiae) to ekologiczny i bezpieczny dla roślin i środowiska sposób wpływania na mniejszy pojaw niektórych chorób grzybowych. Jest praktykowany w ogrodach hobbystycznych prowadzonych zarówno w sposób ekologiczny, jak i zrównoważony. Nie jest to jednak metoda gwarantująca 100% sukces i trzeba o tym pamiętać. Jest jednak ważnym elementem wpływania na ograniczenie stosowania chemicznych środków ochrony roślin w ogrodnictwie i jest polecana przez propagatorów ekologicznych metod ochrony roślin.
Drożdże piekarskie to nie jest jednak lek na całe zło dotykające rośliny pod kątem chorób, bo gdyby tak było, to wszyscy usłyszelibyśmy o nagrodzie Nobla lub innych wyróżnieniach za stworzenie „cudownego eko-leku dla roślin” – skoro nie słyszeliśmy o tym, to znaczy, że cuda trzeba pozostawić tym, którzy się w nich specjalizują, a my racjonalnie podejdźmy do tych kwestii poznając wszelkie mechanizmy, które wpływają na patogeny zasiedlające rośliny.
Poza tym, gdyby drożdże piekarskie były doskonałym środkiem grzybobójczym i rozwiązaniem na większość chorób roślin, to koncerny produkujące pestycydy nie miałyby przecież szans na sprzedaż swoich produktów chemicznych na choroby roślin, a dodatkowo przecież same by na bazie takich drożdży tworzyły własne biopreparaty za które trzeba byłoby płacić. Czy ma to miejsce na masową skalę?
Gdyby koncerny światowe nawet nie miały własnych biopreparatów zawierających drożdże piekarskie, a widzieliałyby, że sprzedaż ich własnych produktów chemicznych lub biologicznych leci na łeb na szyję przez to, że na całym świecie wszyscy rolnicy i ogrodnicy tylko drożdże piekarnicze stosują, to czy milczałyby w tej sprawie? Ogromne koncerny zatrudniające tysiące ludzi ot tak by to przemilczały udając, że nic się nie dzieje? Kto nieco się orientuje jak działa wielki biznes a zwłaszcza koncerny międzynarodowe, których budżety przekraczają często budżety roczne niektórych krajów ten wie, że zarządy tych korporacji zrobiłyby przecież wszystko przez swopich lobbystów, aby wpłynąć na polityków i zabronić choćby sprzedaży detalicznej drożdży piekarskich, bo na pewno by nie patrzyły jak upada im biznes. Czy to się dzieje? No nie ! Skoro korporacje nie zawracają sobie głowy drożdżami piekarniczymi i z nimi nie walczą ani nie mają od groma produktów na ich bazie to znaczy, że nie czują żadnej konkurencji z ich strony.
Profilaktyka w ochronie roślin przed chorobami to podstawa, bo bez niej najlepsza ekologia nie poradzi sobie z patogenami
Trzeba pamiętać o tym, że w ochronie roślin, zwłaszcza ekologicznej, kluczem do sukcesu jest profilaktyka czyli zapobieganie. Gdy już zobaczymy objawy choroby na roślinach, to wiele metod zapobiegawczych nie cofnie infekcji. Grzyb patogeniczny już rozwija się w tkankach roślin (dotyczy patogenów wnikających do głębszych tkanek). Oczywiście nie powinno się przerywać profilaktyki, gdyż ona nadal ma wpływ na ochronę nowych tkanek uprawianych roślin, ale wiele metod domowych, a także profesjonalnych opiera się o stosowaniu rozwiązań, które na roślinach uprawnych działają powierzchniowo tj. tworzą warstwę ochronną. Gdy patogen się przebije to już trudno go opanować.
Trzeba też wiedzieć jedno - warstwy ochronne jakie nanosimy na rośliny w postaci różnych grzybów pożytecznych (w tym drożdży piekarskich) to nie jest mur nie do przebicia. Patogeny są wyspecjalizowane, dlatego to usypia naszą czujność. Wydaje nam się, że jak opryskamy rośliny drożdżami (ale i innymi grzybami także) to nic złego nam się nie przytrafi - życie jednak pokazuje, że rozczarowań jest wiele.
Często myślimy, że drożdże zapewnią nam 100% ekologicznej ochrony, a gdy tak nie jest wpadamy w złość i myślimy, że to oszustwo. Owszem, bywa i tak, gdyż trzeba wiedzieć, że drożdże nie na wszystko działają. Nie da się często za ich pomocą ograniczać wielu groźnych patogenów, stąd trzeba sięgać po inne pożyteczne grzyby walczące z chorobami w postaci kupnych biopreparatów. Tu jednak znów kolejna uwaga - czasami nawet i profesjonalne preparaty nie dają rady z patogenem i wówczas używa się ochrony chemicznej, a kto i ją stosował to też się przekonał, że nawet i chemia czasami nie daje rady. Musimy zatem zmienić całą koncepcję podejścia do ochrony naszych roślin - całe siły poświęćmy zapobieganiu, przez wdrażanie różnych metod agrotechnicznych, hodowlanych i biologicznych, tak by patogeny nie występowały licznie w naszych ogrodach i nie miały dobrych warunków do rozwoju.
Ogrodnik musi swoimi działaniami wyprzedzić pojaw patogenów i na bieżąco utrzymywać na roślinach i w glebie te grzyby antagonistyczne (konkurencyjne wobec patogenów), które są pożyteczne i tworzą warstwę ochronną na liściach, pędach, owocach, ale też i na korzeniach. Tu nie można choćby myśleć na zasadzie - nie mam choroby jeszcze w ogrodzie, to nie będę nic stosował, albo nie mam choroby więc po co wydawać pieniądze na preparaty ekologiczne. Raz takie myślenie się uda, gdyż pogoda może ograniczać patogeny samoczynnie (głównie susza), ale jak jest ciepło i wilgotno, to grzyby mogą w błyskawicznym tempie zniszczyć nasze rośliny i wówczas nawet najlepsza ekologia ale i chemia sobie nie poradzą.
Skąd się biorą patogeny?
Są obecne w glebie, na okrywach nasion, na resztkach roślinnych z poprzedniego roku, ale także są nawiewane przez wiatr lub płyną wraz z wodą opadową. Niektóre mogą przenosić także szkodniki np. nicienie roślinożerne, owady czy też ssaki. Mamy zatem patogeny odglebowe oraz patogeny nalistne. Jedne po wniknięciu do tkanek rozrastają się wewnątrz roślin i wówczas mówi się, że atakują uprawy systemicznie (stąd są bardzo groźne bowiem początkowo nie widać, że zaatakowały), a inne mają działanie miejscowe (kontaktowe) – uszkadzają tkankę w miejscu dostania się zarodnika ale nie rozrastają się po całej roślinie. Rośliny mają naturalne mechanizmy obronne przed zarodnikami np. woski powierzchniowe, dużą ilość włosków na liściach, grubsze ściany komórkowe itd., ale nie zawsze to powstrzymuje mikroby. Do wnętrza roślin dostają się choćby przez aparaty szparkowe za pomocą których rośliny oddychają. W szczególności sprzyjają im jednak uszkodzenia mechaniczne tkanek zarówno te powodowane przez szkodniki, czynniki pogodowe (grad, przymrozek, oparzenia słoneczne), zastosowane nawozy lub środki ochrony roślin (np. gdy dawki są za wysokie), ale także i nasze działania pielęgnacyjne – obrywanie liści, obcinanie odrostów, przycinanie pędów itd. Trzeba także wiedzieć, że patogeny mogą tworzyć formy przetrwalnikowe, stąd też wiele lat leżą uśpione w glebie i czekają na poprawę warunków dla swojego rozwoju i wówczas porażają rośliny.
Wpływ pogody na patogeny
Patogeny grzybowe to żywe organizmy i reagują na to co się dzieje w środowisku. Na zagrożenie z ich strony w danym roku wpływa wiele czynników, ale pogoda jest tu decydująca. Większość grzybów uszkadzających rośliny potrzebuje wody (deszcz, rosa, mgła) oraz wysokiej (ale nie skwaru) temperatury dzięki którym szybko się rozrastają na powierzchni oraz wewnątrz roślin. To z tego powodu można choćby zaobserwować masowe ginięcie po deszczu roślin pomidora opanowanych przez zarazę ziemniaka. Patogenowi w dobrych warunkach pogodowych wystarczy 2-4 dni i krzaki pomidora są nie do uratowania. Kto uprawia agrest także zapewne zaobserwował jak w niektóre lata na owocach i na liściach masowo pojawia się w ciągu kilku dni nalot grzybni mączniaka i nie da się wówczas już wiele zrobić. Są także i takie grzyby, które mogą się rozwijać w warunkach suszy, niskich temperatur, ale także i zalania wodą roślin. Pamiętajmy, że każdy rok jest inny, w każdym są różne poziomy nasilenia pojawu patogenów, stąd nie zawsze da się efekt końcowy ochrony roślin przewidzieć. Nawet ochrona chemiczna nie zawsze sobie radzi w takich sytuacjach, gdy patogen masowo się pojawia.
Przeciwko jakim chorobom stosuje się drożdże piekarnicze?
Wskazuje się, że drożdże mogą ograniczać (ale nie zwalczają, bo nie są biologicznym środkiem ochrony roślin) pojaw szarej pleśni, alternariozy, rizoktoniozy oraz moniliozy. Niektórzy wskazują na pozytywny wpływ drożdży na mniejsze nasilenie pojawu mączniaka prawdziwego i rzekomego różnych upraw, ale także i zarazy ziemniaka na pomidorze i ziemniaku. Niektórzy stosują je choćby na różne plamistości liści np. na truskawce. Warunkiem jednak jest to, że drożdże muszą być odpowiednio wcześnie nanoszone na rośliny, zanim dojdzie do silnej infekcji patogenów i inkubacji choroby.
Skąd bierze się efekt ograniczający niektóre patogeny przez drożdże piekarskie?
Żywe drożdże piekarskie to także grzyby, tyle tylko, że nie są szkodliwe dla roślin (czyli nie są patogenami). Ich wpływ na rośliny opiera się na prostej zasadzie - stosując je na powierzchnię roślin stanowią one konkurencję dla niektórych grzybów, których zarodniki nawiewa wiatr lub dostają się z glebą lub kroplami wody na tkanki roślin. Tworzą tymczasową barierę, która powstrzymuje rozwój niektórych patogenów – ich zarodniki albo nie kiełkują albo po wykiełkowaniu nie wrastają już w tkankę rośliny, stąd giną z braku pożywienia. Efekt ograniczania wnikania patogenów do komórek nie jest trwały i mało tego - nie chroni przed wieloma patogenami, stąd sukcesywnie należy drożdże aplikować na rośliny, a przeciwko. TYMCZASOWA KONKURENCJA O MIEJSCE Z PATOGENAMI TO GŁÓWNE DZIAŁANIE DROŻDŻY PIEKARNICZYCH NA POJAW NIEKTÓRYCH CHORÓB GGRZYBOWYCH ROŚLIN W OGRODZIE.
Jeżeli ktoś podaje, że tylko i wyłącznie za pomocą drożdży piekarskich (opryskiwanie/podlewanie) można w pełni ochronic rośliny uprawne przed chorobami i skutecznie ograniczać pojaw większość sprawców chorób grzybowych roślin w lata sprzyjające ich rozwojowi, to zazwyczaj podaje nieprawdę. To wynika z natury samych grzybów piekarniczych, a zwłaszcza gatunku Saccharomyces cerevisiae, który najczęściej się stosuje w tego typu drożdżach wypiekowych. Poza tym, gdyby tak było, to nikt by nie kupował chemicznych środków ochrony roślin ani biopreparatów grzybobójczych skoro najlepsze rozwiązanie znalazłby w sklepie spożywczym. Wszyscy stosowalibyśmy tylko i wyłącznie drożdże piekarskie a choroby roślin praktycznie by nie występowały w naszych ogrodach. Czy ktokolwiek z nas zna ogrodników, którzy stosują tylko drożdże i nie mają żadnej choroby w ogrodzie? My znamy setki ogrodników, w tym dziesiątki stosujących drożdże, ale każdy z nich ma choroby grzybowe na roślinach, tak samo jak my pomimo, że stosujemy drożdże piekarskie.
Kto realnie patrzy na świat ten widzi, że życie nie jest takie proste. Drożdże piekarnicze jak najbardziej mogą pomagać w niektórych przypadkach, ale nie są cudownym rozwiązaniem na każdy problem. Pamiętajmy też o tym, że drożdże drożdżom nierówne - ten tekst jest o drożdżach piekarskich, ale szereg różnych drożdżaków ma zastosowanie w ochronie roślin i wiele badań nad nimi się prowadzi. Nie sa to jednak drożdże kulinarne. Są osoby, które zwiedzione wpisami w internecie o "cudownej" skuteczności drożdży piekarskich (w tym instant) potraciły rośliny wskutek zniszczenia ich przez choroby, pomimo użycia drożdży. Mają żal do tych, co zachwalają drożdże jako wspaniały, ekologiczny środek ochrony roślin. Drożdże piekarskie nie są takim środkiem, a tym bardziej uniwersalnym sposobem na wszystkie choroby roślin. Mogą pomagać, ale nie zawsze tak jest. Trzeba być odpowiedzialnym za słowo pisane i mówione i DIONP to robi.
Drożdże piekarskie nie należą też do grzybów, które potrafią pasożytować na innych grzybach, dlatego dobrze jest je stosować, ale trzeba wiedzieć, że nie zastąpią profesjonalnych biopreparatów zawierających grzyby antagonistyczne i pasożytnicze, a często konkretne ich szczepy. Niekiedy jest też i tak, że na daną chorobę nie ma żadnego środka ekologicznego, żadnego domowego i jedyną deską ratunku jest preparat chemiczny albo pozostawienie roślin samym sobie bo nawet chemia nie zadziała bo takiej nie ma. Różne są sytuacje w życiu
Jak skuteczne były drożdże w ogrodzie DIONP?
Nie bylibyśmy sobą, aby nie sprawdzić działania drożdży piekarskich na swoich uprawach. W lata, gdy zaraza ziemniaka na ziemniaku i pomidorze była na bardzo niskim poziomie, to skuteczność regularnego opryskiwania drożdżami wynosiła około 80% ale jednocześnie na roślinach kontrolnych zaraza uszkadzała pojedyncze liście (średnio 5% roślin w uprawie). Gdy był rok zarazowy to skuteczność drożdży wyniosła maksymalnie do 10% i musieliśmy zaprzestać ich stosowania bo stracilibyśmy rośliny. Czy drożdże zatem działają na zarazę ziemniaka na pomidorze i na ziemniaku - pośrednio tak, gdy tylko wtedy, gdy zaraza jest na niskim poziomie występowania a pogoda nie sprzyja jej rozwojowi. Gdy zaraza silnie porazi rośliny, to drożdże nie mają z nią żadych szans.
Za pomocą regularnych opryskiwań roślin co 7-10 dni stosowaliśmy także drożdże piekarnicze do ochrony warzyw dyniowatych przed mączniakiem prawdziwym i rzekomym m.in. na ogórkach, dyni, cukini, arbuza czy też melona, ale także choćby opryskiwaliśmy truskawki, kapustowate czy pomidory przed szarą pleśnią. Zauważyliśmy, że faktycznie w niektóre lata, jak była mała presja ze strony sprawców mączniaka czy szarej pleśni, to tam gdzie były zabiegi z drożdżami, tam rośliny dłużej nie miały żadnych objawów w porównaniu do tych, które wogóle nie chroniono nimi. Gdy jednak był rok "mączniakowy" czy tez sprzyjający szarej pleśni to rośliny były tak samo przez nie niszczone, acz nieco tylko później. Gdy grzyby już opanowały tkanki, to kolejne opryskiwania roślin juz kompletnie nic nie dawały, bo grzyby rozwijały się wewnątrz tkanek.
Drożdże piekarskie nie pomogły nam w ograniczaniu pojawu moniliozy na naszych drzewkach owocowych, nie ograniczyły parcha ani choćby kędzierzowatości liści brzoskwini (o czym piszemy TUTAJ).
Każda osoba stosująca w swoim eko-ogródku drożdże piekarskie powinna mieć świadomość, że nie są one zdolne do niszczenia innych patogenów wywołujących choroby roślin w sposóbbezpośredni, poza już wspomnianą konkurencją o stanowisko, która może być faktycznie przez pewien czas sposobem na ograniczanie pojawu niektórych chorób. Można kłamać, wierzyć do upadłego, zaklinać rzeczywistość (co niektórzy w internecie robią dla sławy) ale Matka Natura stworzyła drożdże piekarnicze w ściśle określony sposób i choćby człowiek stanął na głowie to nie zmusi ich np. do "zabijania" innych mikroorganizmów wywołujacych choroby u roślin poprzez pasożytnictwo na nich. Tak samo człowiek nie zmusi drożdży spożywczych, aby stały się elementem mykoryzy, czyli wspomagały system korzeniowy rośliny np. w procesie odżywiania, poboru wody itp.
DROŻDŻE PIEKARSKIE NIE POTRAFIĄ PASOŻYTOWAĆ NA INNYCH GRZYBACH Z NATURY!

Jak przygotować drożdże do zabiegu?
W metodach domowej ochrony roślin podaje się, aby 100 gramową kostkę żywych drożdży zalać 10 litrami przegotowanej (bez chloru) letniej wody (absolutnie nie gorącej !!!). Jeżeli mamy niewiele roślin to potrzebujemy mniej wody – wówczas na zasadzie proporcji bardzo łatwo jest obliczyć, ile gram drożdży potrzebujemy na obniżoną ilość cieczy. Całość musi się dokładnie rozpuścić. Powstałą ciecz wlewa się do opryskiwacza. Jeżeli mamy w opryskiwaczu dyszę do oprysku drobnokroplistego to może się niestety zatkać, stąd warto wykorzystać do tego zabiegu tą do oprysku średniokroplistego. Na czas zabiegu można wyciągnąć z opryskiwacza filtry, tak aby nie zatrzymały zawiesiny. Jeżeli filtrów nie wyciągamy należy sprawdzić czy nie zbierają się na nich cząstki drożdży – jak tak, to należy je wyciągnąć i raz jeszcze zrobić zabieg. Zabieg wykonujemy w dniu przygotowania drożdży, gdyż nie powinno się przechowywać cieczy.
O wiele lepszym rozwiązaniem jest rozpuszczenie drożdży w wodzie z dodatkiem cukru i podlewanie nimi roślin. Cukier jest pożywką dla drożdży.
Drożdże w uprawie hobbystycznej aplikuje się także w postaci stałej poprzez ich pokruszenie i umieszczenie w glebie, w pobliżu roślin, w tym niekiedy z różnymi ziołami np. liśćmi pokrzywy. Niekiedy dodaje się jeszcze do nich cukier, aby dostarczy im pozywienia do rozwoju.
Jak stosować drożdże spożywcze w ogrodzie?
Na naszej działce drożdże aplikujemy na dwa sposoby – doglebowo i nalistnie. Dla celu ograniczenia oddziaływania patogenów odglebowych można korzonki wsadzanych roślin namaczać w ich roztworze (niekiedy z dodatkiem cukru, aby przez pewien okres czasu miały z czego pobierać pokarm) i następnie wsadzać do gleby. Można także rośliny podlewać taką cieczą. Jeszcze innym sposobem jest umieszczenie pokruszonych drożdży pod systemem korzeniowym wsadzanych roślin np. pochodzących z zakupu (pod bryłą korzeniową z glebą z jaką są sprzedawane). Zastosowanie drożdży opiera się także na zabiegach nalistnych, czyli na dokładnym opryskaniu roślin od góry i od spodu blaszek liściowych aż po łodygi.
Kiedy stosować drożdże i ile zabiegów potrzeba?
Tutaj zasada jest bardzo prosta – zabieg drożdżami to zabieg profilaktyczny, zapobiegawczy. Drożdże same w sobie nie zwalczają już obecnego w roślinie patogeny - nie są środkiem ochrony roślin mającym działanie wyniszczające. Muszą być zatem zastosowane przed pojawem poszczególnych patogenów i regularnie aplikowane na liście, aby tworzyć stałą barierę ochronną. Czasami wystarczy 1-2 zabiegi (np. podlewanie pod korzeń lub w formie opryskiwania liści) ale czasami wykonuje się nawet powyżej 10 zabiegów w sezonie, gdy np. silnie występuje dana choroba (np. zaraza ziemniaka). Taki zabieg ma działać zapobiegawczo, tak aby ograniczyć zarodnikom wnikanie do komórek.
Kiedy rozpoczynamy pikowanie roślin, wsadzanie ich do doniczek a potem do gleby w miejscu docelowym – wówczas można je stosować pod korzeń. Gdy rośliny już rosną w doniczkach lub w gruncie to albo je podlewamy (z dodatkiem cukru) albo opryskujemy zawiesiną drożdży, albo jedno i drugie. Jeżeli choroba opanuje już tkanki to zwykle drożdże nie powstrzymają jej. Problemem jest to, że grzyby po zainfekowaniu roślin w różnym czasie dają pierwsze objawy chorobowe – trzeba umieć je odróżniać, tutaj nie da się w ciemno postępować. Trzeba mieć wiedzę w jakich terminach pojawiają się sprawcy chorób i w jaki sposób atakują roślinę – takie informacje są choćby podawane w atlasach chorób roślin ogrodniczych – ważne by były aktualne, a nie sprzed 10-30 lat, gdyż nieco się w przyrodzie pozmieniało od tamtych czasów. Stosując drożdże do ochrony roślin (głównie ogórków i pomidorów) trzeba pamiętać, że zabiegi należy powtarzać co 7-10 dni. Warto zacząć je stosować z chwilą posadzenia sadzonek na stanowisku docelowym.
Drożdże mogą ograniczyć pojaw niektórych patogenów, ale na inne w ogóle nie działają, stąd trzeba na bieżąco monitorować co się dzieje na grządkach. Gdy zobaczymy, że pomimo naszych starań pojawiają się objawy chorobowe pozostaje decyzja – albo trzymamy się nadal ekologii bez względu na to czy uda się uratować rośliny, albo decydujemy się na tzw. interwencyjny zabieg ochrony chemicznej – rozpoznajemy patogena (lub robi to specjalista w sklepie ogrodniczym), kupujemy zarejestrowany do tego celu fungicyd (środek na choroby roślin) i go stosujemy w oparciu o zalecaną dawkę.
Drożdże piekarskie a mykoryza?
O mykoryzie czym jest i co powoduje, w tym po co ją człowiek stosuje w uprawach już pisaliśmy na portalu choćby TUTAJ.
Niektórzy ogrodnicy-hobbyści, a czasami wręcz duże portale ogrodnicze finansowane przez zachodnie korporacje medialne dla hobbystów podają w swoich wpisach o ekologicznej ochronie i nawożeniu upraw, że drożdże piekarskie wchodzą w mykoryzę i wspomagają rozwój roślin. Gdy jednak zamiast tekstu popularnego zagłębimy się w tekst z badań naukowych, to będzie wiadomo, że nie wchodzą one w taką mykoryzę. Nie łączą się jak inne gatunki grzybów sprzedawane choćby w postaci szczepionek-mykoryzowych z systemem korzeniowym roślin.
Prawdą jednak jest to, że drożdżaki w tym znany z drożdży piekarskich grzyb Saccharomyces cerevisiae może wytwarzać korzystne fitohormony, poprawiać rozpuszczanie fosforanów, a tym samym sprzyjać kolonizacji korzeni niektórych roślin przez różne grzyby mykoryzowe. W takim rozumieniu jak najbardziej rola niektórych gatunków drożdży piekarniczych może mieć pozytywny wpływ na rozwój roślin poprzez ich symbiozę z pożytecznymi grzybami zasiedlającymi glebę.
















































