
Wlotka murarkowa (Cacoxenus indagator) – kleptopasożyt pszczół samotnic
29 czerwca, 2021
Kolorowe ziemniaki – 19 odmian w testach DIONP
25 lipca, 2021Ceny żywności zależą od wielu czynników, stąd warto się zabezpieczać
Nie tylko my widzimy to co się w kraju dzieje (stan na 2021 rok). Ceny różnych produktów szaleją, jakby zerwały się ze smyczy. Dotyczy to różnych branż, w tym rolno-spożywczej. Do tego dochodzi polityka fiskalna - inflacja (czyli spadek wartości pieniądza) jest jedną z wyższych w ostatnich latach. Rosną ceny czynników produkcji do produkcji rolnej (nawozy, energia, paliwa, woda itd.), rosną koszty pracy (w tym brak rąk do rolnictwa/ogrodnictwa, bo wszystkiego nie da się zmechanizować). Do tego klimat na świecie wariuje (Kanada - temperatury do 50 stopni Celsjusza w czerwcu 2021, wysychanie upraw, wycinki lasów itd.), a w Polsce jak nie chłod, potem susza, grad, trąby powietrzne, deszcze nawalne to i podtopienia oraz ostatnio zalania.
Nie dajmy się wzrostowi cen żywności – uprawiajmy owoce i warzywa
To wszystko co wyżej i wiele jeszcze innych czynników ma wpływ na to jak kształtują się ceny różnych produktów spożywczych (świeże owoce i warzywa, produkty żywnościowe z przetwórstwa), a do tego trzeba dodać pandemię COVID, politykę krajową i światową (w tym np. embargo na nawozy fosforowo-potasowe z Białorusi), zmiany legislacyjne (Zielony Ład, wycofywanie środków ochrony roślin itd.), co sprawia, że produkcja żywności drożeje, a to bezpośrednio uderza w konsumenta przy półce sklepowej i na bazarku, czyli w każdego z nas. Wskazuje się, że pogłębiające się zmiany klimatyczne na świecie w nadchodzących latach, w tym różne uwarunkowania polityczno-ekonomiczne spowodują coraz większe problemy w produkcji żywności, a to może spowodować wzrost cen. Produkcja rolna i jej efekty staną się nieprzewidywalne, tak jak nieprzewidywalna staje się pogoda, która wpływa na produkcję roślinną i zwierzęcą.
Odnośnie ogrodnictwa i rolnictwa, a dokładniej - łańcucha żywnościowego i zabezpieczenia bezpieczeństwa żywnościowego kraju, nie sposób nie zauważyć, że to łańcuch wzajemnych powiązań (od pola do stołu) - jak rolnikom i ogrodnikom dostarczającym na rynek handlowe ilości warzyw i owoców coś złego się dzieje (np. wskutek destrukcyjnego działania pogody, znaczącego wzrostu cen środków do produkcji), to spada podaż produktu lub rośnie z automatu jego cena w gospodarstwie, to wówczas wartość wyrażona w pieniądzu tego co zostaje wysłane na rynek detaliczny zwykle rośnie. Do tego oczywiście dochodzą kwestie międzynarodowe, związane choćby z importem. On często zbija ceny krajowych warzyw i owoców, ale wariactwa pogodowe dotyczą całego świata więc i tych krajów, z których Polska ściąga żywność.
Ogrodnik-hobbysta nie jest w stanie w 100% uniezależnić się od przemysłu rolno-spożywczego, ale mając własne warzywa, owoce i zioła jest już o tyle wygranym, że cokolwiek ma własnego i nie musi tego kupować w takich ilościach w jakich musiałby. To ważne zwłaszcza na początku sezonu, gdy ceny pierwszych warzyw i owoców są horendalnie wysokie, jakby z kosmosu spadły. Działka ROD, ogród przydomowy nie są w stanie wykarmić w pełni rodziny, ale nie o to w tym chodzi. Chodzi o to, żeby coś swojego do jedzenia mieć, czego nie trzeba kupować, często po wysokich cenach.
Kolejnym ważnym czynnikiem, który potwierdza, że warto mieć mini-sad i mini-warzywnik, tunelik czy szklarenkę jest smak plonów. Tu nie ma sensu komentować tego zagadnienia, bowiem każdy, kto smakował własnych plonów i porównał je ze sklepowymi, ten wie, że to często dwa inne światy.
Nie można również zapominać o tym, że każdy z nas, kto uprawia rośliny pod cele spożywcze ma 100% kontrolę nad technologią uprawy, w tym wiemy co jemy. Sami jesteśmy sobie sterem i okrętem - jak zawalimy to na własną odpowiedzialność. To uczy i to bardzo. Uprawa własnej żywności w ogrodzie to szkoła życia, bo sami doświadczamy na własnej skórze, że nie jest to łatwe, ale też i doceniamy tych, co robią to na większą skalę. My, hobbyści prawie każdą roślinkę w naszych małych ogrodach możemy doglądać, ale ktoś kto ma kilkadziesiąt i więcej hektarów nie ma na to szans.
































































