
Dziury w owocach arbuza i melona – co je powoduje?
10 maja, 2025
Jak pomóc owadom zapylającym? – wstrzymaj się z koszeniem mniszka lekarskiego do jego przekwitnięcia
11 maja, 2025Gdzie kupować sadzonki warzyw? Na co uważać? – nasze kompendium wiedzy

Znaj swoje prawa i obowiązki
Nie każdy z nas ma możliwość własnych siewów, pikowania i tworzenia w warunkach domowych rozsady warzyw, ziół, czy choćby kwiatów. Jedni z nas nie mają miejsca, a inni czasu. To przecież normalne.
Chcąc mieć własną rozsadę, która będzie ładna i zdrowa trzeba sporo się natrudzić. Wie to każdy, kto tego próbował. Nie każdy dom, czy też mieszkanie ma odpowiednie warunki choćby świetlne do produkcji sadzonek. Materiał ten jednak omówiliśmy w osobnym artykule dostępnym TUTAJ.
Kupienie sadzonki jest coraz łatwiejsze
Od kilkudziesięciu już lat każdy ogrodnik, który nie tworzy własnej rozsady lub chce ją uzupełnić lub ubogacić może korzystać z oferty gotowych sadzonek, które zwykle kupowane są na bazarach, giełdach rolno-spożywczych, targach czy też zielonych rynkach. Od pewnego czasu sadzonki niektórych warzyw i ziół zaczęły pojawiać się także w centrach ogrodniczych, centrach budowlano-ogrodniczych, a ostatnio nawet w sklepach spożywczo-przemysłowych, włącznie z dyskontami. Moda na ogrodnictwo jaka zrodziła się w czasach pandemii mocno rozkręciła ten biznes.
Od pewnego czasu do walki o klienta dołączyły różne sklepy on-line, ale zwłaszcza pojawiły się firmy ogrodnicze specjalizujące się typowo w produkcji rozsady na handel – jedne firmy sprzedają swoje sadzonki wyłącznie do marketów z pominięciem handlu detalicznego, a inne na odwrót – są otwarte na klienta indywidualnego.
Mamy zatem ogromne obecnie możliwości zaopatrywania się w materiał sadzonkarski tak przez bezpośredni zakup u producenta rozsady lub sprzedawcy w danym sklepie, bądź też poprzez internet za pośrednictwem sklepów on-line metodą wysyłkową. Do sprzedaży wysyłkowej warto dodać, że obecnie rynek kurierski jest bardzo dobrze rozwinięty stąd też sadzonki są w stanie dotrzeć do klienta w ciągu 24 godzin od nadania. Paczki trafiają tak do rąk własnych, jak również do różnych automatów paczkowych czy innych punktów odbioru. Czegoś takiego nie było jeszcze 10-15 lat temu.
Hobbyści chcą więcej ciekawych odmian
Jako strona ogrodnicza specjalizująca się w odmianach dołączyliśmy do grona tych osób, które jak my uwielbiają corocznie testować kolejne ciekawe gatunki roślin i ich odmiany. Sami obserwujemy pasjonatów uprawy ciekawych odmian, którzy corocznie sieją coś nowego. Oczywiście mamy swoje ulubione odmiany i je siejemy co roku, ale chcemy poznawać zarówno stare, jak i nowe odmiany obecne na rynku krajowym i zagranicznym, w tym odmiany niszowe, tradycyjne czy wręcz reliktowe. To jest potęga ogrodnictwa hobbystycznego, że możemy sięgać po takie odmiany, które nigdy nie będą uprawiane przez profesjonalnych ogrodników żyjących z tego co sprzedadzą marketom, na giełdy rolne czy do przetwórstwa. Oni muszą bardzo uważnie dopierać co uprawiają, bo inaczej pójdą z torbami z powodu braku odbiorcy na towar.
Rynek nasion ciekawych odmian warzyw (w małym stopniu ziół) jest przeogromny. Życia braknie na przetestowanie każdej odmiany jaką można kupić w poszczególnych krajach. To dlatego jako DIONP sami siejemy i tworzymy własne sadzonki, bo to jedyny sposób na posiadanie ciekawych roślin. Wiele ciekawostek jakie uprawialiśmy można zobaczyć w zakładce WARZYWA, którą systematycznie aktualizujemy. Rynek kupnych sadzonek jest na ten moment jeszcze ubogi w odmiany, ale i tak widzimy ogromny postęp patrząc co było jeszcze 5 lat temu, a co jest teraz. Rynek producentów sadzonek jest jednak mocno podzielony, co zauważy każdy, kto interesuje się odmianami i zna nieco na ogrodnictwie.
Zazwyczaj duże firmy ogrodniczy bądź całe gospodarstwa ogrodnicze wypuszczają na rynek sadzonkę profesjonalną tzn. bazującą na odmianach z wysokich półek cenowych. Często są to odmiany z tzw. półki nasion holenderskich, co oczywiście nie oznacza, że są z Niderlandów, bo mogą pochodzić z różnych krajów świata, ale są to odmiany wprowadzane na rynek przez dużych graczy. Są to zwykle odmiany mieszańcowe oznaczane jako „F1”. Dlaczego taka sadzonka z takich odmian?
Chodzi bowiem z tymi odmianami o jakość nasion, jakość samych roślin – są to odmiany ustandaryzowane, nad którymi łatwiej zapanować w produkcji wielkoobszarowej. Często są to odmiany o podwyższonej odporności na niektóre choroby, a czasami na niektóre patogeny odporne. Mają podobny wzrost rośliny dzięki czemu rozsada jest potem wyrównana we wzroście. Siejąc takie odmiany producent może nawet określić konkretny termin sprzedaży sadzonek, bo dokładnie jest znana liczba dni potrzebna do rozwoju roślin. Gdyby ogrodnik-hobbysta chciał kupić takie odmiany w postaci nasion, to oczywiście może, ale trzeba się liczyć z tym, że za paczkę nasion czasami trzeba zapłacić kilkaset złotych, a są i takie, które sprzedawane są tylko w dużych opakowaniach i kosztują ponad tysiąc złotych i więcej. Tu każde bowiem nasionko to konkretna cena i z drugiej strony to ułatwia później oszacowanie kosztów produkcji sadzonek i ustalenia ceny końcowej dla klienta. Producent profesjonalnej rozsady celowo też sięga po takie odmiany, żeby nie miał choćby problemów z chorobami, czyli żeby nie musiał tracić pieniędzy na ochronę roślin, którą później musiałby znów wkalkulować w koszt sadzonek. Dla hobbysty plusem jest to, że ma w swoim ogrodzie ciekawe odmiany, których zazwyczaj nie miałby, gdyby musiał kupować drogie nasiona. Często też hobbysta zauważa, że te odmiany po prostu lepiej rosną.
Obok sadzonek odmian z wysokiej półki cenowej i jakościowej oczywiście są w sprzedaży także odmiany bardziej pospolite. Niektóre celowo tworzone z odmian, które każdy choćby działkowiec może znaleźć na sklepowej półce w małych opakowaniach. Celowo się tak robi, bo skoro klienci często kupują nasiona takich odmian, to mogą przecież zamiast nasion i własnego siewu kupić gotową sadzonkę. Nie ma się zatem co dziwić, że w ofercie niektórych sprzedawców są stare i bardzo popularne odmiany wielu warzyw.
Są także i tacy producenci sadzonek (bardzo nieliczni w Polsce), którzy choćby specjalizują się w pomidorach i papryce, ale w szczególny sposób – sami namnażają w swoich gospodarstwach ciekawe odmiany, często niszowe lub tzw. tradycyjne z różnych krajów świata, a następnie obok sprzedaży ich nasion sami tworzą rozsadę, którą można kupić bez potrzeby własnych siewów. Obecnie bardzo popularne staje się takie rozwiązanie u osób, które zaczęła wciągać pasja do testowania ciekawostek.
Jaką pan/pani odmianę szuka? – taką znajdę
Jako byli producenci sadzonek na lokalny rynek podrzeszowski od początku stawialiśmy na odmianę. My chcemy wiedzieć co siejemy a nasz klient ma wiedzieć co kupuje. To jest dla nas świętość !!! Od naszej przygody z bycia producentem sadzonek zrodziła się nasza miłość do odmian. Zobaczyliśmy jak to szalenie ważne i jak poszczególne odmiany się od siebie różnią.
Każdy sprzedawca-producent sadzonki, który opisuje ją na straganie tylko jako: papryka, pomidor, ogórek, por itd. i nie wie co to za odmiana, bądź ją wymyśla na poczekaniu, albo w inny sposób kluczy… powinien się zastanowić co wyprawia !!!
Bardzo sobie cenimy tych sprzedawców, co mają opisane sadzonki następująco: gatunek rośliny np. pomidor i odmiana np. Belido F1. Niektórzy obok sadzonek mają ustawione opakowanie z nasion, których użyli do siewu. Jeszcze inni mają kartkę z oznaczeniami, co w jakim pudełku stoi.
Sytuacja z życia wzięta z bazaru
Na co jednak zwracać uwagę? Na taką sytuację przykładową jak ta: na straganie stoją sadzonki ogórków z kartką „ogórek gruntowy”. Pytamy się sprzedawcy – co to za ogórek? On odpowiada – gruntowy jest podpisany przecież. My znowu – ok, ale jaka odmiana to ogórka gruntowego? On odpowiada - a jakiej pan/pani poszukuje? My odpowiadamy – ogórka np. Kmicica. A sprzedawca – tak to jest Kmicic, ile podać roślin? Albo to nie Kmicic, ale wymyśla naprędce nazwę np. Octopus i dodaje – to też gruntowy, więc ile podać sadzonek?
Każdy wprawny obserwator zachowania ludzkiego będzie w stanie wyłapać, kiedy sprzedawca kłamie i wymyśla nazwy odmian, byle tylko upchać towar. Tacy lokalni sprzedawcy to trudni przeciwnicy, często są wyszczekani, potrafią podejść psychologicznie klienta. Niekiedy celowo się awanturują, żeby uciszyć zbyt dociekliwego klienta przy tłumie jaki czeka w kolejce obok – to stara zagrywka, którą doskonale znamy z podrzeszowskich bazarów, na których sami handlowaliśmy i które także dziś wizytujemy.
Pamiętajmy Ogrodnicy – przepisy prawa obecne i tzw. paszportyzacja roślin jasno nakazuje sprzedawcy odpowiednie opisanie towaru roślinnego. Jak nie chce udzielić pełnej informacji handlowej to on łamie prawo. Każdy jednak niech sam decyduje co robić. My tylko Wam pokazujemy, że są prawa i obowiązki dla obu stron wymiany handlowej.
Dla nas osobiście niezrozumiałe jest też to, że nawet w marketach czy innych profesjonalnych punktach sprzedaży różnych produktów czasami przy sadzonkach warzyw brakuje nazwy odmiany. Z jednej strony to może być wina danego punktu sprzedaży, że jej nie napisał a wie co dokładnie przyszło na halę sprzedażową (a powinien, bo sadzonka dociera z paszportem) albo to producent sadzonek nie oznaczył odmiany. Najlepiej jest jak na każdej doniczce jest naklejka z paszportem roślinnym, gdzie nazwa odmiany powinna być widoczna. Czasami się zdarza, że jest paszport z gatunkiem rośliny np. papryka ostra a nie ma odmiany – jest to też zgodne z prawem, ale zwykle jak producent zna odmianę to ją też wpisuje.
Sprzedaż bezpośrednia – plusy i minusy
Obok wcześniej opisanych problemów z dostępem do wiedzy o odmianie, to sprzedaż bezpośrednia jest naszym zdaniem nadal najlepszym sposobem zakupu towarów.
Ogromnym plusem kupna sadzonek w trakcie bezpośredniego kontaktu klient-producent-sprzedawca lub klient-sprzedawca jest to, że możemy obejrzeć każdą roślinkę. To jest największy atut, bo nie kupujemy przysłowiowego kota w worku. Na pewno możemy zobaczyć rozmiar sadzonek, to czy są krępe, czy wyciągnięte do słońca, czy są wolne od chorób, szkodników, czy też od niedoborów składników pokarmowych. Oczywiście oglądamy zwykle liście i pędy. To czego zwykle nie widzimy (choć czasami da się podejrzeć np. przy sadzonkach wyjmowanych z multipaletek) to system korzeniowy – gleba powinna być ładnie przerośnięta jasnymi korzonkami, zwłaszcza najcieńszymi tzw. włośnikami, co świadczy o dobrej kondycji korzeni.
Sadzonki omdlałe, z plamkami na liściach, zasychające, ze szkodnikami, z niedoborami pokarmowymi zasadniczo nie powinny być sprzedawane. Owszem niekiedy są przeceniane i jest grupa ogrodników, która uwielbia ratować takie rośliny, ale tu jednak pewne ostrzeżenie – uważajmy na choroby i szkodniki (mogą być na korzeniach i nadziemnych częściach sadzonek), bo możemy sobie je przenieść potem do domu i ogrodu. Zasada higieny fitosanitarnej mówi o profilaktyce, a to jedna z metod – nie kupować, ani nie brać za darmo chorych roślin, bo nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja, gdy metody ochrony roślin się nie powiodą, a dodajmy, że hobbyści mają ograniczony dostęp do różnych substancji czynnych środków ochrony roślin. Domowe mikstury mogą być niewystarczające.
Gdy przecenione rośliny są omdlałe przez brak wody, zbyt małą doniczkę, albo żółkną lub fioletowieją przez brak światła naturalnego, niedobór choćby azotu, fosforu, potasu, magnezu itp. to jak najbardziej można je zabrać, bo i też zwykle szybko zobaczymy, jak odzyskują swoją formę. Czasami padają, ale to zależy od ich kondycji.
Minusem sprzedaży bezpośredniej jest niestety to, że nie mamy dowodu czy sadzonki jakie kupujemy przeszły we właściwy sposób proces hartowania, czyli stopniowego (trwającego zwykle kilka dni) dostosowywania ich do warunków zewnętrznych. Być może nie przeszły – kupujemy z pozoru dobre rośliny, które w domu w ciągu 2-3 dni zaczynają stopniowo się przebarwiać – może to być oznaka, że nagle zostały wyrwane z warunków cieplarnianych do chłodnego środowiska zewnętrznego lub zbyt mocno oświetlonego. Dlatego lepiej samodzielnie takie hartowanie zrobić.
Sprzedaż on-line – plusy i minusy
Jako że DIONP pasjonuje się we własnych siewach nie możemy być też obojętni na rozwój technologii. Nie zamykamy się w swoim światku, stąd też niektóre odmiany kupujemy bezpośrednio na miejscu lub w trakcie różnych giełd ogrodniczych, ale też od kilku lat zaczęliśmy je zamawiać ze sklepów on-line.
Dlaczego? Bowiem ciągle szukamy ciekawych odmian i część z nich możemy kupić w postaci gotowej sadzonki, stąd też to nam też ułatwia działalność.
Wielkim plusem zakupów on-line jest wygoda. Parę kliknięć na stronie sprzedawcy, opłata bankowa i oczekiwanie na termin dostawy przez kuriera lub innego punktu odbioru. Czasami są jeszcze tzw. przedsprzedaże, co dodatkowo podnosi adrenalinkę, bo niektórzy sprzedawcy mają towar roślinny w określonych ilościach. To taka forma rezerwacji.
Sklepy on-line mają często o wiele bogatszą ofertę niektórych gatunków roślin niż przy sprzedaży stacjonarnej. Pomidory czy papryki ciekawych odmian pochodzą głównie z zakupów on-line. Ponadto sadzonka z profesjonalnych nasion często także dominuje w sklepach internetowych. Plusem zakupów on-line jest to, że można często na stronach sprzedawców poczytać nieco o danej odmianie, w tym obejrzeć fotografie, jeżeli są udostępnione. Oczywiście to jest wartościowe, jeśli zdjęcia przedstawiają realny wygląd danej odmiany a nie jest to zdjęcie tylko poglądowe. Moda na e-marketing niestety też spowodowała, że zdjęcia są często retuszowane by wyglądały idealnie.
Podstawowym minusem zakupów on-line jest to, że nie widzimy, jak sadzonka wygląda. Jest to typowy zakup w ciemno, ale z oczekiwaniem, że sprzedawca jest profesjonalistą i uczciwą firmą. Oczywiście to, że producent rozsady poda na stronie, że sprzedaje sadzonkę o wysokości np. 15-25 cm, wolną od chorób i szkodników, w doniczkach takich i takich lub z multipalet coś nam daje, ale póki nie zobaczymy na żywo realnej rośliny to nadal jest to tylko zapis w internecie. Nie jest to jednak głupi zapis – to jest konkretny opis towaru, więc czasami warto sobie zrobić zdjęcie tego co producent opisywał o danej odmianie na etapie jej zamawiania – dla celów potencjalnej reklamacji to ważne, bo są sytuacje, że w międzyczasie producent zmienia opis, gdy my już dawno jesteśmy po zakupach i oczekujemy na dostawę. Umowa kupna-sprzedaży zachodzi z chwilą zamówienia towaru i zapłaty za niego. Warunki jakie w tym czasie są określane dla danego produktu są warunkami obligującymi. Jeżeli coś się zmienia w międzyczasie, to sprzedawca ma obowiązek indywidualnego kontaktu z nami celem wskazania co się stało i czy akceptujemy nowe warunki sprzedaży danego produktu.
Analizując własne doświadczenie dobrze by było, aby producenci sadzonek także w swoich ofertach pisali, że gwarantują także sadzonkę wolną od niedoborów składników pokarmowych, tudzież wolną od zmian fizjologicznych jakie zachodzą podczas uprawy w złych warunkach lokalowych np. w niewłaściwym oświetleniu, czy też przy nieodpowiedniej wilgotności i temperaturze. Skoro ktoś jest producentem sadzonek i zgodnie z prawem wprowadza je w obieg za pośrednictwem sprzedaży na odległość, to oczekuje się od niego profesjonalnych warunków uprawowych i towaru najwyższej jakości potwierdzonego także paszportem roślinnym.
Minusem sprzedaży on-line podobnie jak przy sprzedaży bezpośredniej jest to, że nie mamy dowodu czy sadzonki jakie kupujemy przeszły we właściwy sposób proces hartowania. Dlatego lepiej samodzielnie takie hartowanie zrobić.
Kolejnym czynnikiem, który trzeba brać pod uwagę przy zakupach on-line jest transport sadzonek. Jeżeli dany sprzedawca oferuje odbiór tylko stacjonarny to sprawa jest prosta, bo jedziemy do niego, sprawdzamy sadzonkę i sami ją przewozimy na własne ryzyko. Gdy korzystamy z kurierów, to sprzedawca ma obowiązek tak zabezpieczyć rośliny w pudełku, aby w trakcie transportu pozostały w jak najlepszym stanie. Im dokładniej to zrobi, tym mniejsze ryzyko uszkodzenia roślin. Niestety, ale czasami koszt pakowania sadzonek i jak najlepszego ich zabezpieczenia na czas transportu jest wysoki i może znacząco podnieść cenę sadzonki. To z tego powodu znajdziemy na rynku różnych sprzedawców, różne ceny sadzonek, ale i różne metody ich pakowania do transportu.
Bez dwóch zdań, jeżeli sprzedawca sadzonki nie dołoży starania w zabezpieczenie roślin licząc, że gdyby coś poszło nie tak to zwali się winę na kuriera, to jest to nieprofesjonalne podejście do sprzedaży wysyłkowej. Faktycznie transport sadzonek z od producenta do klienta jest trudnym czasem, nad który żadna ze stron wymiany handlowej nie ma kontroli, ale choćby przez sam wybór firmy przesyłkowej można jakoś ryzyko ograniczać. Przez odpowiednie naklejki opisowe bądź piktogramy na opakowaniu transportowym (niekiedy dodatkowo płatne, co znów podnosi cenę sadzonki) można dać kurierowi, ale i rozdzielni paczek informację jak z nią postępować, czyli np. nie rzucać, albo gdzie jest dół a gdzie góra.
Odpowiedzialność sprzedawcy kończy się jednak z chwilą, gdy paczkę odbiera kurier. Dzisiaj paczki dość szybko docierają w każdy zakątek kraju. Odpowiedzialny sprzedawca także stara się nie wysyłać paczek pod koniec tygodnia unikając ryzyka nieplanowanego poślizgu w doręczeniu co spowodowałoby, że przesyłka leżałaby przez weekend na magazynie.
Zgodnie z ogólnymi procedurami sprzedaży na odległość każdy klient doskonale wie (pytanie ilu z nas to faktycznie robi?), że powinniśmy przy kurierze otworzyć paczkę i sprawdzić stan roślin, a ewentualne uszkodzenia roślin powstałe wskutek transportu natychmiast mu zgłosić celem przygotowania formularza reklamacyjnego. Tak mówią przepisy – chodzi o natychmiastowe wykrycie problemu z chwilą otrzymania paczki. Sprzedawca sadzonki także to rekomenduje, bo on także nie może przewidzieć co się stanie w trakcie transportu. Nieraz paczka jedzie kilka, czasem kilkanaście bądź kilkaset kilometrów. Paczki do DIONP z sadzonkami pokonują kilkaset kilometrów. Pamiętajmy o jednym, że powinniśmy mieć na tyle dużą wiedzę, ale i otwarty umysł, żebyśmy po otwarciu paczki umieli rozpoznać ewentualne problemy z roślinami. Uszkodzenia roślin powstałe w trakcie transportu są dość łatwe do odróżnienia od tych, które leżą po stronie sprzedawcy.
Typowe uszkodzenia kurierskie przy słabo zabezpieczonych roślinach przez sprzedawcę to połamane liście (lub oberwane), złamane pędy, powyginane rośliny, niekiedy zwiędnięte, czasami wysypana ziemia z doniczek. Typowe uszkodzenia roślin wynikające z winy sprzedawcy to – mizerne rośliny, chlorotyczne (np. wskutek słabego oświetlenia), z objawami niedoborów składników pokarmowych, z poobrywanymi liśćmi i ogołoconą łodygą celem ich ukrycia (liście obrywa sprzedawca u siebie), z plamami chorobowymi na liściach, pędach lub korzeniach, ewentualnie z obecnością szkodników.
Pamiętajmy, że niekiedy sprzedawca może nam wysłać słabą sadzonkę od siebie, a podczas ewentualnej reklamacji będzie zwalał winę albo na kuriera albo na nas. Dlatego jako DIONP przestrzegamy – otworzyć paczkę przy kurierze i jak wszystko OK to natychmiast wyłożyć sadzonki i sprawdzić ich stan ogólny – robić zdjęcia wszystkiego telefonem. Jeżeli też natychmiast nie poinformujemy sprzedawcy o wykrytej wadzie towaru (najlepiej tego samego dnia co była dostawa paczki) to dajemy mu atut do ręki i wygra proces reklamacyjny – taki cwany producent uczepi się tego, że zmiany w wyglądzie rośliny zaszły już w naszym domu na skutek złych warunków lokalowych. Wystarczy 1-2 dni od dostawy paczki zamilknąć a dopiero potem próbować reklamować towar i producent doskonale to wykorzysta. Nie dajmy się zatem robić w bambuko – przy sadzonkach trzeba działać natychmiast. Pamiętajmy – ewidencjonowany jest termin i czas nadania paczki oraz czas dostawy i odbioru – tu producent nic nie może kluczyć na swoją korzyść. Jeżeli zatem my widząc problem z jakością towaru natychmiast po odbiorze paczki pozostawiamy sobie nawet kilkanaście godzin na reklamację, to powolutku ta pałeczka z naszych rąk jest wytrącana. W dobie korespondencji elektronicznej (która jest ewidencjonowana – data i godzina wysłania np. e-mail, sms, formularz kontaktowy) natychmiast informujemy o problemach z jakością sadzonek, które nie wynikły z transportu, ale leżą po stronie sprzedawcy. Świątek, piątek czy niedziela nie ma znaczenia – nieważne, kiedy sprzedawca odczyta wiadomość, liczy się czas reakcji. Im krótszy jest czas od dostawy paczki i wysłania reklamacji, tym mamy silniejszy atut.
Ktoś zapyta a co z paczkomatami? Wybranie paczki jest także ewidencjonowane – data i godzina. Im szybciej od godziny odbioru wyślemy do sprzedawcy informację o złej sadzonce tym lepiej. On oczywiście może zwalać winę na kuriera i paczkomat, dlatego też musimy sprawdzić, które uszkodzenia to wina transportu a które to złego prowadzenia sadzonki w miejscu uprawy. Jeżeli od czasu dostawy paczki do paczkomatu do momentu jej odbioru przez nas upływa np. 1 dzień, bądź przedłużamy sobie czas jej leżenia o kolejny dzień, bo nie możemy jej odebrać, to działamy tym samym także na swoją szkodę. Niestety, ale tak to już jest wszystko skonstruowane. Trzeba zatem dostosować się do systemu i tej całej gry jaka panuje na rynku. Nikomu jednak żadnych reklamacji nie życzymy, ale temat poruszamy, bo różne sytuacje się zdarzają.
Bardzo docenianym przez nas działaniem niektórych firm sprzedających gotową sadzonkę poprzez wysyłkę jest to, że na bieżąco analizują pogodę w danym roku. Mieliśmy już przykłady, że dostawa naszych sadzonek uległa opóźnieniu, bo sprzedawca nie chciał ryzykować ich transportu w okresach mrozów jakie nadeszły. To się nazywa profesjonalne podejście.
















































