
Rwana rozsada czyli rośliny z gołym korzeniem – nie wszędzie się sprawdza
9 maja, 2025
Gdzie kupować sadzonki warzyw? Na co uważać? – nasze kompendium wiedzy
10 maja, 2025Dziury w owocach arbuza i melona – co je powoduje?

Upał i susza sprzyja
W ostatnich bardzo upalnych latach część ogrodników, jak również my sami doświadczamy pojawu dużych dziur w owocach dojrzewających arbuzów, bądź też ich niemal całkowitego wyjedzenia. Problem dotykał (ale w małym stopniu) też melonów. Niekiedy zamiast dziury widać, jak coś próbowało dopiero wgryzać się do wnętrza, ale zakończyło na tym, że uszkodziło tylko skórkę, ale zaznaczyło na niej ślady swoich zębów.
Zwykle zjawisko uszkadzania arbuzów i melonów obserwowane było w sierpniu i wrześniu, rzadziej w lipcu. Co także ciekawe – notuje się je zwykle w lata bardzo suche i upalne.
Niekiedy dziura w owocu jest odkrywana przypadkowo, gdyż znajduje się od strony, którą owoc przylega do podłoża – coś co ją wygryzło przedostało się do środka bezpośrednio z gleby. Ogrodnik chcąc zebrać owoce podnosi je i odkrywa, że w środku jest dziura i wewnątrz pustka, bardzo często już z gnijącymi resztkami miąższu. Czasami dziura jest z boku owocu, ale także blisko jego styku z podłożem. Niekiedy ogrodnik widzi objaw bardziej destrukcyjny w postaci niemal całkowicie zjedzonego owocu tudzież z pozostałościami twardszej skórki.
Mali, kudłaci sprawcy
Tym czymś co powoduje takie uszkodzenia są gryzonie, bo to o nich mowa w tym wpisie. Owszem do arbuzów i melonów mogą się wgryzać także ślimaki bezskorupkowe, niemniej objaw ich żerowania jest nieco inny i uszkodzenia mniej drastyczne. Trudno dokładnie sprecyzować, który dokładnie gatunek wyjada wnętrza arbuzów, niemniej w grę raczej by wchodziły nornice, karczowniki, norniki i myszy polne. Konieczne byłoby złapanie sprawcy na gorącym uczynku, a to trudne, bo do uszkodzeń owoców kawona dochodzi głównie nocą.
Gryzonie roślinożerne, które możemy spotkać w ogrodzie zwykle nie są wybredne, bo uszkodzenia jakie powodują dotykają różnych roślin, od ozdobnych, przez warzywne po sadownicze. Uszkadzają zwykle korzenie bądź podstawę pędów, tudzież nadziemne części korzeni lub zgrubień łodygowych. Nie inaczej jest w przypadku arbuzów/melonów – próbują się dostać od najwygodniejszej dla nich strony, czyli im bliżej ziemi tym lepiej.
Może ktoś to potwierdzić u siebie?
Mamy bardzo ciekawą własną obserwację i być może ktoś z Czytelników ma podobną lub odmienną od naszej, a mianowicie – niedaleko arbuzów uprawiamy melony i nam na te wiele lat ich uprawy tylko dwa razy się zdarzyło, że jakiś owoc melona był wygryziony – gryzonie chętniej wybierały arbuzy. Tak z ludzkiego punktu widzenia to melon ładnie pachnie na etapie dojrzewającego owocu i jakbyśmy mieli być gryzoniami to jego byśmy raczej chcieli pierwszego zjeść a nie bezwonnego zwykle arbuza. No ale …czymś te zwierzęta się kierują przy wyborze pokarmu. Same wiedzą kierowane instynktem co dla nich będzie lepsze. Mało tego, na grządkach mamy też ogórki, dynie, kabaczki, cukinie, patisony i na nich nie obserwowaliśmy dotychczas szkód powodowanych przez gryzonie w postaci wyjadania miąższu owoców.
Jakie warunki sprzyjają uszkodzeniom?
Na podstawie naszej obserwacji, ale i od osób, które miały problem z gryzoniami możemy wskazać, że susza i upały to czynnik mogący nasilić ryzyko powstawania uszkodzeń owoców arbuza i melonów. Nie ma się w sumie co dziwić, bo susza dotyka nie tylko ludzi, ale i zwierzęta, a owoce arbuza to przecież ponad 90% wody.
Kolejny czynnik, który u nas sprzyjał gryzoniom to ściółka ze słomy bądź z agrowłókniny. Pod nią znajdowały się nory gryzoni, których my nie zauważaliśmy, bo były zakryte. Dopiero po likwidacji uprawy jesienią odsłaniało się ich podziemne miasto w trakcie porządków przedzimowych.
Bez dwóch zdań także zachwaszczenie ma wpływ na gryzonie, bo pozwala im się ukrywać nocą przed drapieżnikami. Gdy nasze arbuzy tak się rozrastały, że wychodziły poza grządki na „dziki” teren, czyli trawę, to jej nie kosiliśmy w tych miejscach. To tam, w tej wyższej trawie najczęściej gryzonie bytowały i uszkadzały owoce, co w sumie jest logiczne, bo to ich naturalny obszar działania.
Lepiej nie ryzykować
Obserwując pierwsze problemy z uszkadzaniem dojrzewających owoców arbuza, bądź też melona pojawiło się pytanie – czy lekko uszkodzone można zjeść, czy wszystko do wyrzucenia? Nikt nie wie bowiem jakie mikroby przenoszą te gryzonie w swej ślinie. Jeżeli skórka z zewnątrz jest tylko lekko uszkodzona to nie ma się co przejmować – owoc jak najbardziej można jeść, ale przed pokrojeniem go oczywiście dobrze myjemy całą skórkę.
Gdy widzimy, że niestety, ale gryzoń przedostał się przez skórkę do miąższu to my osobiście takie owoce od razu wyrzucamy. Nieważne, że tylko lekko wyjadł miąższ (jak tylko widzimy wnętrze miąższu bądź wycieka z niego sok) to dla nas już jest naruszenie jadalnej części, a że ta jest uwodniona, to siłą rzeczy ślina gryzonia miała kontakt z sokiem, który stanowi większość miąższu owocu arbuza i melona.
Co można zrobić, aby gryzoni było mniej?
W swoim ogrodzie wdrożyliśmy różne sposoby unikania szkód, bo są dla nas dotkliwe - każdy kto uprawia melony i arbuzy wie, że od wysiania nasionka do zbioru plonu trochę się czeka, a my chcemy ten plon zjeść, bo po to zajmujemy się ogrodnictwem.
Gdy owoce arbuzów i melonów są na etapie dojrzewania to celowo je odsłaniamy odgarniając na bok pędy. Owoc nie jest wówczas ukryty wśród nich, zatem gryzonie nocą w trakcie żerowania nie mają już takiego komfortu, że są osłonięte liśćmi.
Dodatkowo, pod większe owoce, które siłą rzeczy mają największe szanse dojrzeć układamy coś twardego, aby gryzoń nie przedostał się bezpośrednio z gleby do jego wnętrza np. deskę, kostkę brukową, fragment metalowej siatki drobnooczkowej itp.
Przy melonach rozwijających mniejsze owoce niekiedy stosujemy podporę, aby owoc wisiał nad ziemią. Są też arbuzy o mini-owocach, je także łatwo podwiesić. Wystarczy aby owoc był 2-3 cm nad ziemią - chodzi o to, żeby gryzoń nie miał zbyt łatwego do niego dojścia. Nie warto przesadzać z wysokością, bo dojrzewający owoc sam może się oderwać - im wyżej wisi, tym szansa pęknięcia wskutek upadku rośnie.
Można w internecie kupić drobnooczkową, cienką siatkę stalową i potraktować ją jako osłonę na cały owoc, ale trzeba umiejętnie owoc owinąć, aby siatka po bokach i od góry nie dotykała skórki owocu, bo on nadal rośnie, a poza tym nagrzany metal od słońca by powodował poparzenia skórki.
Każdy kto ma problem z gryzoniami w ogrodzie, zwłaszcza większą ich liczebnością wie, że internet zalany jest setkami sposobów, promowanych jako bardzo skuteczne na gryzonie, a przychodzi zwykłe życie i nagle magia pryska….Nagle coś co pięknie jest opisane w poradzie okazuje się nic niewarte.
Nie tylko my przerabialiśmy różne trutki, karbidy, odstraszacze akustyczne, ultradźwiękowe, domowe napary, rośliny odstraszające, sierści kotów itd…..Może to i działa jak gryzoni nie ma dużo, ale jak są ich setki, a w okolicy tysiące to po jednej fali kudłatych najeźdźców przychodzi kolejna.
Jedno zauważyliśmy nie chcąc stosować ostrej chemii (np. zatrutego pokarmu, bo o tabletkach gazowych już informowaliśmy, że nie mamy pozwoleń by je stosować) – gdy zaczęliśmy częściej kosić trawę w całym ogrodzie (a unikaliśmy tego, bo trawa chroni glebę w okresach suszy), to liczba gryzoni zaczęła stopniowo spadać, choć nadal jest wysoka. Nie pozwalamy im jednak na zbyt swobodny rozwój, bo dzięki niskiej trawie ich potencjalni wrogowie naturalni działający głównie nocą mają większą szansę je upolować.
W naszym młodym sadzie, w którym gryzonie powodowały w niektóre lata ogromne szkody niszcząc nowe nasadzenia obok nisko koszonej trawy, wdrożenia czarnego ugoru, postawiliśmy także tyczki 4-5 metrowe dla ptaków drapieżnych. Widujemy u siebie w starym sadzie choćby sowy, są jeże, ale nie da się ukryć, że lisy są szczególnie ważne w ograniczaniu liczebności gryzoni, a tych w naszej okolicy, póki co nie zauważamy.
Robimy też sukcesywne odstraszanie gryzoni wiedząc, że zapamiętują one miejsca im niesprzyjające. To niestety wymaga powtarzania wielu czynności i nie działa od razu. To choćby z tego powodu my nadal bawimy się w tak wyśmiewany karbid….jak tylko wykrywamy nową dziurę to …pyk …wkładamy do wnętrza drobniej potłuczony karbid, dziurę zasypujemy i zwilżamy wodą, aby zaczął się uwalniać gryzący gaz – on nie zabija gryzoni, ale powoduje, że uciekają. Może to i robota głupiego, ale powtarzana kilka razy w roku działa, bo mamy mniej szkód.
Jako, że nadal stosujemy ściółkowanie to teraz jednak wiedząc jak bardzo lubią to gryzonie dokładnie w trakcie prac pielęgnacyjnych sprawdzamy, czy gdzieś w niej nie ma nor. Jak są to karbid i zasypanie. To niestety walka na lata….my to wiemy.
Piszemy o systematycznym odstraszaniu karbidem, ale jeśli się równie systematycznie będzie stosowało inne sposoby odstraszania np. bazujące na zapachach, których gryzonie nie lubią, a które mogą zniechęcać je do zasiedlania danego obszaru to może warto to przetestować? Na jak największą liczbę dziur i systematycznie, choć to jest bardzo męczące, co doskonale wiemy.















































